Silesia V Party Raport, Będzin 21-23 październik_2k11

Party 1: Przygotowania

Invitka na tegoroczną, piątą już edycję Silesia Party pojawiła się na największym zlocie scen komputerów 8 bit czyli na słowackim Forever Party wiosną tego roku. Pojawiło się wtedy dziarskie invitation intro na C-64. Po drodze zmieniła się i data zlotu i samo miejsce zlotu, co ostatecznie, jak się okazało już na miejscu, wyszło party bardzo na plus. Klub Parapet okazał się bowiem miejscem klimatycznym i na party wręcz idealnym. Do samego klubu i jego atrakcji wrócę w dalszej części artka :-) Raport piszę w niedzielną noc, zaraz po powrocie do warszawy, po 300km drogi, będąc w stanie lekkiego półsnu, więc przepraszam za ew. błędy, postaram się je poprawić będąc bardziej przytomnym. Zdjęcia w artku są tylko małe bo robione stareńką komórką, ich jakość pozwala niestety tylko na tyle =)

Pierwotnie miałem zabrać na Silesię Commodore 64 ze stacją, ale po ciężkich przemyśleniach postanowiłem wziąć Amigę 500. Czemu spytacie? Po pierwsze, też kultowy komputer ze stajni Commodore więc na zlot jak najbardziej pasuje a po drugie, już bardziej serio, zauważyłem, że Amiga 500 to najbardziej porzucony i niedoceniany aktualnie scenowy komputer ze złotych lat demo-sceny. Komputer na którym tworzyły wspaniałe grupy, powstało wiele nowych nurtów w demach, legendarnych już rozwiązań w design’owaniu dem, rozwiązań z których do dziś cała scena korzysta. Wypadałoby więc, stwierdziłem, by odpalona Amiga 500 z demkami na nią, obok przywożonych Commodore 64, znów się zaczęła pojawiać na party.

Całe czwartkowe popołudnie sprawdzałem więc stare dyskietki z demkami i nagrywałem, dzięki zakupionemu na ebayu nullmodemowemu kabelkowi pc-amiga pozwalającemu przerzucać pliki i nagrywać obrazy dyskietek z pc na amige, nowe dyskietki na pięćsetce z demkami. W piątek w południe do bagażnika włożono więc : AMIGĘ 500 z 1 mb ram’u, dżojstiki, dodatkową stację dysków, dwa zasilacze, tak na wszelki wypadek, pudła z demami i grami na pięćsetkę oraz monitor Philips CM8833II. Dużą przykrość sprawił mi przed wyjazdem kabelek do tegoż amigowego monitora, który nie bacząc na powagę sytuacji wziął sobie i zaginał. Cały czwartek w panice przetrząsałem pudła ze sprzętem, załamany zaginięciem kabla monitorowego przemyśliwałem ze trzeba będzie zadowolić się zabraniem telewizorka + modulatora do piećsetki i w efekcie rozmazaną nieczytelną grafiką. W piątek już przy pakowaniu kabel się odnalazł i szczęśliwy zapakowałem jednak monitor. Zabraliśmy także nieco żarcia na drogę, laptopa z netem na wypadek konieczności sprawdzenia newsów organizacyjnych po drodze i ruszyliśmy w drogę!

Part 2: Highway To Hell, Piątek 12-18

Droga Warszawa – Katowice , która wybrałem w swojej głupocie, była najgorszym wyborem jakiego można było w ten dzień dokonać. O ile al. Stanów Zjednoczonych i Grójecką dało się przejechać to już na al. Krakowskiej, na wyjeździe z Warszawy zaczął się gigantyczny korek, który ciągnął się uwaga, to nie żart…. do Częstochowy :). Rozgrzebane na całej tej długości trasy roboty drogowe i wyłączenie połowy pasów ruchu doprowadziło do tego, że podróż rozpoczęta w Warszawie ok południa skończyła się w Będzinie wieczorem po godzinie 19′tej. Po dojechaniu na miejsce wyszedłem z samochodu na miękkich nogach, ledwo ciepły po tylu godzinach wleczenia się żółwim tempem za tirami zawalającymi drogę i lawirując między wykopami jakie postawili na tej trasie ‘kolesie’ udający budowlańców. Jadąc tą trasą uświadomiłem sobie że w PL nic się przez ostatnie 20 lat nie zmieniło, widziałem zadowolonych z siebie robociarzy popalających bez cienia pośpiechu papieroski, opierających się o przysłowiową łopatę, ciągnących w dziesięciu jedną butlę z tlenem do spawarki, pałętających się bez pośpiechu po remontowanych odcinkach i patrzących z wielkim politowaniem na stojących w korku matołków, za które to pieniądze z podatków przecież żyją i się tak doskonale obijają markując jakąkolwiek robotę. To co pokazał Bareja w swoich filmach wciąż jest aktualne ;-)

Do Będzina udało się nam dotrzeć wieczorem. Zjechaliśmy z trasy Katowickiej i po krótkim błądzeniu po mieście i załamaniu się wiedzą napotkanych i pytanych o drogę mieszkańców (‘ja nie wiem gdzie ten hotel, jestem z Czeladzi”, “ja nie wiem ja jestem z Sosnowca” , ja nie wiem jestem z Bytomia”) w końcu jakaś litościwa dusza wskazała nam gdzie znajduje się hotel w którym parę dni wcześniej zarezerwowaliśmy z Ewą pokój (zdjęcie po lewej). Tak tak, nie mylicie się moi mili, nie przejęzyczyłem się ;-) Nie hostel, nie schronisko PTTK, nie przytulisko dla bezdomnych, nie dom turysty, a normalny hotel ze wszystkimi włączonymi w to udogodnieniami i wygodami ;-) Dotarliśmy doń ok 19:00, opłaciliśmy rezerwację i pokój, wmeldowaliśmy się, dostaliśmy kartę do drzwi, zostawiliśmy bagaże, z przyjemnością obejrzeliśmy pokój, łazienkę i skonstatowawszy że jest dobrze wyruszyliśmy znów w poszukiwaniu party place. Co prawda telefon na szafce nocnej do room-service nastrajał optymistycznie co do perspektyw przeżycia, ale nie było czasu na sprawdzenie jak szybko donoszą zamówioną kanapkę z tuńczykiem, zostawiliśmy to więc na później i pojechaliśmy na party…

A raczej pojechalibyśmy, gdyby z mieszkańców Będzina ktoś wiedział gdzie znajduje się klub Parapet. Zaczęliśmy krążyć po osiedlu bloków na ulicy Czeladzkiej, podpytując przechodniów o klub, w efekcie czego znaleźliśmy się za centrum M1 wykierowani tak przez dobre i pomocne dusze ;)

Jak się okazało party place, ukrywało się niedaleko stacji Lotos w niewielkim parczku, stąd nie było widoczne od ulicy, w otoczeniu paru sklepików, co jak się potem okazało było bardzo na miejscu. Wiedzę co do lokalizacji party place posiadał na szczęście patrol straży miejskiej, którą to zdesperowani daremnymi poszukiwaniami zaczepiliśmy aby nam, zagubionym partowiczom, wskazał ów patrol drogę do upragnionego lokalu:-)

Part 3: At The Party Place Piątek godz 20:00

Jak wcześniej wspomniałem party wylądowało ostatecznie w klubie Parapet, składającego się z dwóch sal, co pozwoliło na ciekawy i sympatyczny przebieg całej imprezy. W pierwszej sali (zdjęcie po lewej) był barek i stoły przy których siedzieli sobie partowicze plotkując, gadając, wspominając i posiłkując się drinkami. Sala ta, jako że nie została zastawiona komputerami służyła także jako jadalnia przybyłym na party ludziom a w nocy zamieniona została, a konkretnie jej miejsca pod ścianami i na na ławkach w sleeping room. W drugiej, głównej sali party place (zdjęcie po prawej) mieścił się big screen, stanowisko organizatorów, widownia z krzesłami oraz stoły przygotowane pod przywiezione komputery. W piątek było w niej jeszcze dość luźno, trwało moszczenie się, kończenie produkcji na compo i puszczanie produkcji z rozstawionych na stolikach komputerków.

Już przed party place zauważyłem siedzących przy stoliku znajomych, Komka z Komoda Team i Ramosa, którzy siedzieli i sączyli piwo. Po przywitaniu się weszliśmy do środka bo temperatura szybko spadała i wieczorem zaczęła oscylować w okolicach paru stopni. W środku zauważyłem że zdążyło dojechać sporo znajomych znajomych. Chwilę potem spotkałem namierzyłem Dezerta/Charged (zdjęcie po lewej z Ramosem/Samar, Dezert z aparatem w ręku), który przyleciał na party z UK, z którym się także z wielką radością przywitałem, tym bardziej, że miałem do przekazania greetingsy od naszego wspólnego kumpla, Ellyn’a/Exmortis przebywającego na wygnaniu w Irlandii, który także miał dolecieć ale w końcu poległ po próbach logistycznych zorganizowania sobie tripu z Dublina (IR) na party. Spotkanie Komka, Ramosa i Dezerta skończyło się zasiądnięciem przy barze z piwem w ręku i rozpoczęciem dyskusji o scenerach i scenie poza polska i o scenie w ogóle, scenie na wyspach, pracy w pl i uk i masie innych tematów.

W międzyczasie przywitałem się z Rafem i Volcano, co zostało nagrodzone wyskoczeniem z opłaty organizacyjnej oraz wydaniem identa i vote_sheet’a ;-))) Na party place był już także Mazi/SSG, atarowy scener z którym jechałem do Gdańska wesołym party tripem wraz z Małym/Swords na poprzednią edycję Sillyventure Party. Zauważyłem zaraz Zieloka, który zaczął od razu narzekać że za mało piszę (hi mate! świetne demo!) i że zwątpił już po letniej przerwie że w ogóle coś nowego zobaczy;) Po chwili spotkałem też Sebaloza, z którym w końcu mogliśmy przywitać się i poznać osobiście co nam umknęło w Łodzi na Riverze:-). Chwilę później namierzyłem Bookera, także przybyłego z UK, którego to nie widziałem od roku, od Sillyventure 2k10, gdańskiego party sceny ATARI w grudniu 2k10 na którym Booker jak najbardziej był i ku ogólnemu zadowoleniu poszczał demka z przywiezionej komody.

Obecny na party place Ramos/Samar, naczelny ‘Commodore & Amiga Fan’ wręczał swoją świeżo wydaną książkę o historii polskich gier komputerowych, historii napisanej od samego początku czyli nie od 8 bit a od komputerów naukowych, komputerów Odra itp na które także gry w Polsce pisano. Książkę oczywiście także zakupiłem dla siebie i która po gruntownym przeczytaniu przybliżę czytelnikom zina w oddzielnym artku. Książek było na party parę pudeł i rozchodziły się dość szybko! Warto nadmienić, że nie jest to jakaś domowa wyciskana na powielaczu produkcja a profesjonalna, jest to w pełni oficjalnie wydana pozycja, z nadanym jej ISBN’em , obowiązkiem wysłania książki do bibliotek itp.

Na party jak wspomniałem był też Komek, red. naczelny zina ‘KOMODA’ wraz z teamem tworzącym ten poświęcony grom na C64 i scenie magazyn. Z okazji party kilkanaście godzin przed nim wyszedł piąty numer Komody, a specjalnie na party została przygotowana w niewielkim nakładzie profesjonalnie złożona i wydrukowana w drukarni papierowa wersja tego numeru. Dla zbieraczy i fanów magazynów o grach nie lada gratka. Przejrzałem papierową ‘Komodę’ z dużą radością, magazyn w tej formie i treści spokojnie mógłby się pokazywać w oficjalnej dystrybucji. Muszę powiedzieć, ze papierową wersję czyta się jednak dużo przyjemniej niż wersję elektroniczną w której magazyn jest wydawany. Red.nacz pisma, Komek papierowe egzemplarze zina wręczył organizatorom party, jako swój i całej redakcji wkład w nagrody na Silesii.

W międzyczasie, zgromadzeni na party place scenerzy pożerali fasolkę po bretońsku w cenie 6 zł za porcję. Musze powiedzieć że fasolka ta ratowała przed śmiercią głodową wielką cześć partowiczów zarówno w piątek jak i następnego dnia i cała competitionową noc. Porcja gorącej fasolki plus trzy solidne pajdy chleba stawiała od razu na nogi. Także pozwoliłem sobie spożyć tego dnia dwie porcyjki, następnego dnia testowałem zaś na zmianę fasolkę i zapiekankę firmową z nadzieniem cebulowo-pieczarkowym. Klub nie dysponował za to colą ani pepsi w solidnych butelkach i tu przydała się wspomniana na początku artka bliskość sklepików spożywczych, w których można było ów boski napój dorwać w porcjach 2 litrowych.

W tym czasie, wieczorem pierwszego dnia na party place przebywało na oko ok 60 ludzi, duża część wciąż była w podróży i dojechała późno w nocy a duża część dotarła dopiero następnego dnia, w sobotę. W piątkowy wieczór trwał już spory ruch, rozstawiono przy ścianach kilka odpalonych Commodore 64, z których wydostawały się radosne dźwięki sid’ów i demek. Na big screenie leciały stare i nowe dema na Commodore 64, tak produkcje z ostatnich kilku lat jak i klasyczne stare demka choćby kultowa produkcja ‘Sandały Jetboya’ grupy Agony. Był to udany dzień na party. Wprawdzie nie wszyscy zdążyli jeszcze dojechać, ja sam dotarłem dość późno, ale spotkani znajomi, poznani nowi ludzie, świetna atmosfera na party cały ten trud drogi wynagrodziła.

W piątek z uwagi na podróż i padnięcie po niej bawiłem się na party place mniej więcej do północy, a potem poczłapałem do hotelu, gdzie dałem jeszcze radę wziąć tzw. tusz i padłem na wyrko, zarówno ze zmęczenia jak i przeżytych emocji:-)

Part 4: Sobota @ Party Place

Wstałem w sobotę straszliwie połamany po wielogodzinnej podróży. Po poddaniu się ablucjom i śniadaniu pojechałem z moją Ewą na party place z solidnym zamiarem dorwania stolika i rozłożenia przywiezionego sprzętu.Po dojechaniu oczom moim ukazał się rozczulający widok znany mi z wielu zlotów lat 90″, czyli leżących wszędzie na podłodze ciał w śpiworach typu mumia :P W obu salach w których odbywało się party leżeli ludzie w śpiworach zarówno na scenie jak i pod stolikami z komputerami, wyglądało to dość nieziemsko. Co chwila się ktoś dobudzał i wyglądał mało przytomnym wzrokiem ze śpiwora, co przypominało swoim wyglądem sławne filmy Johna Romero jak choćby ‘Day of the Living Dead’ ;). W każdym razie ok południa w sobotę gdy dotarliśmy na party place większość partowiczów była już na nogach, w kibelkach klubowych trwały ablucje, parskania i prychania. W międzyczasie dojechała następna część ludzi, którzy zresztą będą docierali samochodami i pociągami na party cała sobotę, niektórzy scenowcy dojechali na party nawet o 17-18 wieczorem, byleby tylko być i zdążyć na kompoty.

Niedługo po wejściu na party place usłyszałem od siedzącego wraz z Supernoise/Old Bulls na stanowisku organizacyjnym Bookera że Raf, organizer Silesii V miał rano wypadek samochodowy, jak się szybko wyjaśniło, Raf ocalał zaś dość poważnie skasowano tylko jego samochód.

Jakby nie było dość wypadków padł mikrofon który miał służyć przy prowadzeniu compotów, tak więc ekipa organizatorów wybyła po nowy sprzęt. Mimo tych wydarzeń party potoczyło się gładko, poczynając od demo show na c64 który zaczął się wczesnym popołudniem przez crazy compoty aż po główne konkursy w sobotni wieczór i sobotnią noc.

Na stanowiskach trwała praca i przygotowania do compotów (na zdjeciu Arise). Ekipa organizatorów pojechała do centrum handlowego po działający mikrofon po jakimś czasie na party place pojawił się także jak najbardziej zdrowy i cały Raf/Vulture Design, opowiadając o swoim wypadku i pokazując na big screenie zdjęcia crashowanego samochodu. Party więc raźno toczyło się naprzód. Mimo braku części organizerów na party place, nie było przestojów, cały czas na big screenie leciały warte przypomnienia starsze i nowsze demka, ja jak zwykle wywaliłem gały przy nowych produkcjach, które dla mnie są ciężkie do ogarnięcia i uwierzenia, że widziane efekty i całość dema idzie z 8 bitowego jednak bądź co bądź komputerka!

Cofnijmy się jednak trochę w czasie, do sobotniego południa. Zaraz po wejściu na party place z pomocą Volcano wniosłem do głównej sali dodatkowy stół a następnie po jego zajęciu wytaskaliśmy z Ewą z samochodu redakcyjną Amige 500 (zdjęcie poniżej), pudełka dyskietek z demkami, kabelki, zasilacze, przedłużacze, myszkę i finalnie Monitor Philips 8833II. Wszystko to zaraz podłączyliśmy i zasiedliśmy sobie przy odpalonej pięćsetce, puszczając Revelations/Cyrptoburners, Prism/Melon Design, Seven Seas/Andromedy i inne art diski. Potem przyszła kolej na dema, z wielką przyjemnością moją i oglądających ten mały show na monitorze scenerów pokazało się Deformations/Deformu, Rink A Pink/Lemon, Human Target/Melon Design, Aquarium/CNCD, Extension/Pygmy Projects, Software/WFMH, In the Kitchen/Anarchy, 3D Demo II/Anarchy, Prosiak/F.C.I., Arte, Interference, World of Commodore’92 Sanitów i masa innych legendarnych produkcji z pięćsetki. Po nich na monitorze zagościł nieśmiertelny Pinball Dreams i Pinball Fantasies :-))).

Niedługo potem dotarł Odyn, który zobaczywszy lecące na redakcyjno-scenialowej pięcsetce dema wyznał dość nieśmiało (no joke!) że w bagażniku samochodu ma A1200 z akceleratorem na CPU Motorola 040 i toną dem na hdd :-). Po wniesieniu następnego stolika więc i wciśnięciu go cudem pod ścianę, podłaczona została także dopalona 1200′ka Odyna co zaowocowało jeszcze większa ilością lecących klasycznych demek zarówno na ECS i AGA :-) Parę godzin później dotarł na party Pablo, który to zaszokował wszystkich kartdridzem do Commodore 64, który może działać, uwaga!, także w trybie ‘stand alone’ czyli bez C64 a który to kartdridź posiada także wbudowane, oprócz wszystkich ficzerów C64 dodatkowo całą Amige 500 na układzie FCPGA czyli tak jak popularny minimig. Pamięcią masową dla obu wbudowanych w karta komputerów jest zwykła karta SD. Pablo, idąc naszym przykładem, przytaskał z pomocą Odyna stół z sąsiedniej klubowej sali i rozłożył na nim monitor LCD, klawiaturę logitecha a następnie wyciągnął małe pudełeczko wielkości karta od C64, które okazało się Commodorkiem C64 oraz Amigą 500 w wersji minimigowej. Na załączonym screenie (po prawej) State of The Art/Spaceballs lecące właśnie z tegoż premierowego hardware :-)

Za naszymi Amigami w rogu sali stanowisko mieli scenerzy z Arise z odpalonymi Commodore 64. Także na przy przeciwległej ścianie zagosciło stadko odpalonych C64 z których wydostawały się radosne sidowe dźwięki. Wszystko to spowodowało wesoła ‘demkową’ kakofonię, tak właściwą dla parties z czasów kiedy party place było wręcz zawalone scenowym sprzętem i na dziesiątkach monitorów leciały produkcje a skupieni przy nich partowicze zywo o nich dyskutowali. Na soundtrack lecącego właśnie D.A.N.E. / KEFRENS zareagował od razu Supernoise/OLD BULLS który po sekundowym kawałku chwilę po odpaleniu demka rozpoznał tytuł i autora modułu, stwierdzając że takich demek się nie zapomina i po nastu latach od ich wydania:-) Nie da się ukryć że także na odpalonych na party kompach sporo grano w klasyczne tytuły. Ten właśnie feeling, radosnych ludnych parties lat 90″ był obecny na Silesii V!

Pod wieczór odbyła się także prezentacja Pablo na big screenie możliwości kartdridza, o którym pisałem chwilę wcześniej, czyli carta z Commodore 64 oraz Amiga 500 w fcpga, czytnikiem SD cart, wyjściem na monitor VGA, który może pracować jako normalny cartdrige podpięty do C64 jak i w trybie ‘standalone’ co zostało zaprezentowane na big screenie, czyli bez c64, odpalając programy na C64 i Amigę.

W międzyczasie przyjechała na party ekipa telewizyjna, która przeprowadzała z Raf’em i partowiczami serię wywiadów, kręcąc o party i demoscenie reportaż. Doszło z tej okazji do śmiesznych sytuacji gdy chodząca kamerzystka prosiła oglądających dema scenerów by udawali że coś piszą na komputerach, a Ci cierpliwie tłumaczyli, że nie mogą przecież nic pisać bo właśnie leci demko ;-) W końcu Rar/Vulture Design udzielił solidnego wywiadu dla TV, w którym ze swadą opowiedział o demoscenie, starych komputerach, parties, całej tej zabawie która od lat przyciąga tylu ludzi. Jako drugi wywiadu udzielił Odyn, który także gadał głównie o demkach i twórczości, zarzekając się na wszystko, że nie polega ta cała zabawa na graniu stare gierki jak podejrzewała dziennikarka!;)

Part 5: Sobotnia Noc – Competitions!

Wieczorem rozpoczęły się crazy compoty, które muszę szczerze powiedzieć były w pytkę. Nie myślałem że kiedykolwiek to powiem, bo zwykle crazy compoty omijam szerokim łukiem. Tak dobrze jak na Silesii oglądało mi się ostatnio crazy compo na pecetowym demo-party zorganizowanym przez grupę Addict w Warszawie w 2000 roku, podczas których odbyło się np. compo nakładania na siebie gumki Durex XXL, gdzie najwięksi twardziele naciągali ją na siebie wręcz po kostki, zaczynając od głowy:)
Crazy compoty były dwa, pierwszy z tańczeniem i polowaniem na krzesło, a drugi ze scenową wersją familiady wzbogaconą o napoje wyskokowe i quiz scenowy. Bardzo fajna idea, otóż pytania dotyczyły przeróżnych parties, wystawionych dem i ogólnie historii demosceny np. jakie demo wygrało North Party I, ale też pytań mniej serio, np. poznaj po wzorze koszul w kratę w jakim roku dzieje się party, czy po części zdjęcia party place jakiego party ono dotyczy. Naprawdę dobre compo, pozwalające przypomnieć sobie starsze zloty np. Gravity I w Opolu, którego dotyczyła część pytań. Jestem pod wrażeniem tej idei, która bawiła ale pozwoliła też sobie przypomnieć ludzi z dawnej sceny, stare grupy, kiedyś wydane dema i inne produkcje.

Po crazy compos zapowiedziano na godzinę 21-szą rozpoczęcie właściwych competitions czyli gfx compo, sid compo, 2 sid compo, intro 4k compo i demo compo. Co ciekawe i właściwie dość niespotykane na parties, kompoty te wystartowały o zapowiedzianej godzinie. Sala o tej porze była już pełna!

Rozpoczęły je oczywiście te mniej strategiczne compoty, czyli wild compo, hardware compo, 2 sid compo. Na msx compo i gfx compo zauważyłem kilka naprawdę dobrych i ciekawych prac, było to pierwsze competitions od dłuższego czasu które obejrzałem całe, wszystkie kategorie, z uwagi na punktualne i sprawne ich przeprowadzenie. Na music compo wpadł mi w ucho sid Wacka/ARISE ‘Tonight We Murder’, klimatyczny kawałek, który swoim tempem nie miał szans na compo, a który pewnie większość doceniła dopiero słuchając w domach. Ale dobrych mocnych kawałków było conajmniej kilka.

Główne konkursy zapowiedziano na 24-tą, dając scenerom czas na odetchnięcie, piwo, pepsi czy kto co tam miał pod ręką. Ja wykorzystałem ten czas na zjedzenie spóźnionej kolacji, na którą złożyła się nieśmiertelną fasolka po bretońsku i zapiekanka z pieczarkami z kuchni klubu parapet. Akurat kończyłem pożerać zapiekankę gdy zaczęły się główne compoty. Na początek wystartowało 4k intro compo, na którym znalazły się dwie prace. Po chwili przerwy wystartowało demo compo. Oj, tu się już działo!!! Dawno, oj dawno, nie było na polskiej scenie compotów, podczas którego scenerzy oglądali dema co chwila klaszcząc i krzycząć ‘zajebiste!’. Tego wieczoru pokazano 7 dem! 7 dem jednego wieczoru i na jednym party! 6 produkcji wystawionych na compo i dodatkowe zajebiste, pardon my french, demo grupy ARISE pokazane zostało poza compo. Dwie doskonałe produkcje wystawił SAMAR, grupa która święci w tym roku 18 lecie swojego istnienia na scenie Commodore 64 !!! Oba wystawione przez Samar dema, zarówno ‘I Love The Cubes’ i ‘Dream Travel’ są genialne, ale gdybym miał wybierać jedno z nich to wybrałbym ‘Dream Travel’ z uwagi na świetną grafikę i atmosferę w tej produkcji:-) to Bardzo ciekawą produkcję pokazała na compo grupa ARISE a świetne, ale to naprawdę świetne demo pt. Apparatus’ wydali LEPSI DE & MIRACLES. Demo z bardzo dobrą grafiką i genialnie pozgrywanymi z muzą efektami. Podczas tych czterech dem zrywały się wielokrotnie gromkie oklaski na sali i gromkie okrzyki ‘zajebiste! zajebiste!’. Piątą wspaniałą produkcją, która mi się niesamowicie spodobała, było demo ARISE poszczone poza competitons, które ludzi po prostu rozniosło na strzępy. To demo mogo spokojnie zostać wystawione na dużym zachodnim party i je bez problemu wygrać. Nie mam w tej chwili siły zrzucać screenów z tych produkcji, postaram się je dołączyć do raportu w poniedziałek:-)

Po compotach organizatorzy zapowiedzieli żeby się nie rozchodzić po kątach i nie wracać do hosteli, bo jeszcze w nocy odbędzie się ogłoszenie wyników competitions i wręcznie nagród! Booker z Wackiem/Arise siadł i zabrał się do liczenia votek.

Part 6: Party Place – Podsumowanie

Klub Parapet, bo tamżesz odbywała się impreza, jak wspomniałem na wstępie okazał się być klubem idealnym ‘scenowo’. Muszę po Silesi V przemyśleć wręcz swoje nastawienie do szkól jako idealnych miejsc na parties. Otóż w Parapecie scenowcy zastali dwie sale, jedną z barem i stołami, przeznaczoną na rozmowy przy powie, jedzenie pysznej fasolki serwowanej przez ‘Parapetowa’ kuchnię oraz drugą dużo większa przeznaczoną na odbywające się w klubie imprezy, koncerty itp. Tak więc po pierwsze scena, dzięki której crazy compoty widac było doskonale, także ustawiony na niej ‘big screen’. Przy tak zbudowanym i rozplanowanym klubie z dwoma oddzielnymi salami jest jak na potrzeby party wręcz idealnie. W pierwszym pomieszczeniu było ‘klubowo’, a w drugim było oldschoolowo, demkowo i gierkowo ;). Przy ścianach scenerzy rozłożyli się z komputerami na stolikach, zgodnie z najlepsza partową tradycją lat 80/90, odpalali demka, i kończyli przygotowywać produkcje na compo. Dzięki temu, że było na to miejsce miejsce i sala gdzie było jak rozłożyć się z przywiezionymi komputerami powiało od razu partowym feelingiem który nie polega jednak tylko tylko na piwie i gadaniu a też na grupkach skupionych wokół komputerków, oglądaniu razem dem, komentowaniu ich, wspólnym wciąganiu co fajniejszych produkcji, nie rezygnując przy tym z baru i wszystkich plusów party w klubie. Wybrane party place pokazało, że jest to wszystko jak najbardziej do pogodzenia.

Ilość uczestników party przyjemnie zaskoczyła mnie, innych scenowiczów jak i samych organizatorów. Drugiego dnia party, w sobotę wieczorem klub był solidnie napakowany a w momencie głównych compotów ciężko było wcisnąc się do dużej sali. Nie było mowy o miejscu siedzącym a część ludzi oglądała kompoty stojąc na krzesłach z sali z tyłu. Jak się dowiedziałem u Volcano na listę przybyłych wpisało się ok 75 ludzi, tylko że na party place przebywało w tym czasie spokojnie dobra setka scenerów.

Part 7 : Who Made Who?

Jak to możliwe spytacie, że zarejestrowanych osób na liście gości było sporo mniej niż partowiczów na pplace? ;) Trzeba tu wrzucić granat w ognisko i jasno to napisać – otóż spora częśc przybyłych scenerów się ukrywała przez całe party przed organizerami by tylko uniknąć zapłacenia za wejściówkę. Ilość partowiczów ‘na lewiźnie’ stałą się tak zauważalna, ze Volcano zaczał podchodzić do chowających się po kątach ludzi i wręcz za uszy prowadzić do stolika organizatorów by opłacili wstęp na party, praktycznie do końca party cześć partowiczów bawiła sie z organizatorami w chowanego. Ludzie, szanujcie siebie i innych. Czy Polak już na zawsze ma oznaczać drobnego cwaniaka kombinującego zawsze jak zaoszczedzic parę groszy? Party na polskiej scenie odbywaja się raptem kilka razy do roku, większość partowiczów zresztą przecież nie jeździ na wszystkie, więc można spokojnie te kilkadziesiat złotych zaoszczędzić. Tymczasem odbywają się przez skąpstwo i kombinatorstwo żenujące sceny, gdy dorośli ludzie kryją się gdzieś po kątach przed organizatorami, żeby tylko wstępu nie opłacić i nie dołożyć się do kosztów organizacji party i nagród.

Rozmawiając z organizerami, Rafem i Volcano na party pojawiały się różne pomysły na tą sytuację, m in. postawienie ochroniarza na bramce i sprawdzanie czy kazdy wchodzący ma identa. Było to jak wszyscy pamiętają rozwiązaniem defaultowym na większości parties sceny lat 90″ i wygląda na to że przez cwaniaczenie częsci partowiczów trzeba będzie do tego smutnego zwyczaju wrócić. Sposób ten także oczywiście jest w PL także obchodzony:-) Pamiętam jak na Intel Outside w Stodole ludzie by ominać 30 zł składki na wynajem drogiego przecież na maksa jeśli chodzi o wynajęcie ‘Klubu Stodoła’ na IO wciskali się na party malutkim okienkiem kibelka na parterze! Co skonczyło się tym, że zablokowanego scenera o słusznej tuszy wyciągała z okna straż pożarna ;) Do tego prowadzi skąpstwo panowie!=)

Chcę też wyraźnie zaznaczyć że piszę tu o scenerach, których sam miałem okazję widzieć jak przyjezdzali na party samochodami, mieli na przyjemności trunkowe a jednak zarejestrować się i wykupić identa już ze skąpstwa nie dali rady. Nie piszę i nie fakam scenerów, którzy wpadli na symboliczną chwilę posiedzieć chwilkę i uciekali, czy też mieli kłopoty materialne, bo różne koleje losu z nas każdy przeżywa, różne są momenty w zyciu, ale to też trzeba jakoś w cywilizowany sposób załatwić, choćby tak jak na paru zachodnich spędach, gdzie sami organizatorzy w invitce dają znać że można do nich maila napisac przed party, opisać sytuację i można dostać umożenie połowy ceny biletu albo wręcz wejść za friko czy symboliczne 1 euro. Można to wszystko cywilizowanie rozwiąząć. Oki, to była część pt. ‘Wołanie na puszczy & przemawianie do sumień’ party raportu;-)

Part 7: Revelations!

A teraz kolej na podsumowanie… No co tu dużo podsumowywać, party było zaj…ste. Musze to napisać, przepraszam za wyrażenie. Nie lubię kaleczyć polszczyzny, ale tym razem muszę. Mógłbym napisać: party było ‘udane’, ‘bardzo dobre’, ‘świetne’, ‘fenomenalne’, ale nie oddawało by to mojego i chyba nie tylko mojego wrażenia.

Tak jest zarówno jeśli chodzi o solidną ilość ludzi, ktorzy się pojawili, ale też ilośc produkcji. Porównując widywane zloty, patrząc w sobotę wieczorem na zebrany tłum party osiągneło spokojnie setkę ludzi! Tak jest, nie 20, 30 czy 40-ciu partowiczów, jak to w poprzednich latach na wielu zlotach bywało. Znów mówimy na polskiej demoscenie o parties w których wypchana jest sala do ostatniego miejsca, gdzie na demo compo jest tak gęsto, że ludzie stoją na krzesłach z tyłu by cos zobaczyć. Cieżko mi wprost napisać jak się z tego powodu cieszę, oczywiście nie z tego że partowicze stoją na krzesłach, ale z ilości scenerów którzy znów się na parties pojawiają :-) Po załamaniu które dotknęło wszystkie praktycznie części sceny, właściwie na każdej platformie, znów z roku na rok jest lepiej i z ludźmi którzy wrócili na scenę i z produkcjami, których jest coraz więcej i są coraz lepsze. To jest niesamowicie pozytywne.

Bardzo bardzo udane, niesamowite wręcz party, z którego myślę, że są bardzo zadowoleni zarówno partowicze i cała scena c64 jaki i sami organizatorzy.

Mocne grafiki, mocne sidy na msx compo, 7 dem (sześć na compo i jedno poza) pokazanych jednego wieczoru !!! Bardzo dobra organizacja, kompoty odbywały się dokładnie wtedy kiedy były zapowiedziane! Nabita pełna sala ludzi! Świetna atmosfera, jak w latach 90″! Czegóż chcieć wiecej? Ano następnej edycji!!!

Na razie polska scena raźno jedzie do przodu. Coraz więcej zlotów, coraz ludniejszych, coraz więcej ludzi budzi się z zimowego ‘scenowego’ snu. Równolegle, w ten sam weekend odbyło się także ‘Oldschool Computer Party I’ w Lublinie, następne już w tym roku party organizowane przez środowiska sceny Atari na którym także pojawiło się, tak z marszu, na zupełnie nowym na polskiej scenie zlocie dobre kilkadziesiąt osób, które jak dowiedziałem się od orgów lubelskiego meetingu cała noc się bawiły przy demkach na kilka platform i starych gierkach, a już za chwilę przecież bo już w listopadzie odbędzie się następna edycja SillyVenture Party w Gdańsku, na które to party swój przyjazd zapowiedziało sporo grup także spoza Polski! Jednym słowem, dzieje się!

Ok, na koniec artka chciałbym pozdrowić wszystkich ludzi których spotkałem na Silesii no i organizatorów za świetne party! Do zobaczenia, miejmy nadzieję, na następnej edycji!

log off, idę spać.
Akira/Pulse

ps. Wyniki i produkcje z Silesii V znajdziecie pod adresem:

http://noname.c64.org/csdb/event/?id=1689

About Akira

Academy / The Edge / Substance / Surprise! Productions / Pulse