Bagażnik Świata Dysku czyli maraton czytelniczy startuje:D

DISCWORLD. Legenda rozpoczęta w latach 80″. Dziś miliony fanów, miliony nakładu, filmy, komiksy, zloty miłośników. Nie da się ukryć że wokół świata dysku powstała już cała społeczność… Ze wstydem przyznaje, ze najpierw zetknąłem się z wydaną przez legendarne PSYGNOSIS gra ‘Discworld’, pięknie narysowaną przygodówką na PC DOS/PSX, w wersi CD wzbogacona dodatkowo o głos Erica Idle z grupy Monthy Pytona a dopiero potem z książkami. Nieco się tu rozminąłem ze znajomymi i kumplami którzy zachwycali się Światem Dysku, ja bowiem w tym czasie pożerałem twarde sf, zaczytywałem z wypiekami na twarzy przygodami Wagnerowskiego Kane’a, grzebałem się w Lovecrafcie i Poe’em… słysząc zaś o słoniach niosących Dysk i żółwiu ATuinie pukałem się z politowaniem w czoło :D

Do tej pory, wstyd przyznać do świata dysku podchodziłem jak do jeża, sparzyłem się na paru pierwszych tomach i długo nie ruszałem nic następnego… nie ruszałem aż do chwili gdy wziąłem w swoje łapki ‘Piekło Pocztowe’ i ‘Zbrojnych’, podczas których zaśmiewałem się do łez, chichotałem jak tchórzofretka i turlałem wprost po dywanie rechocząc wniebogłosy… Doceniłem tez cięty humor i ironie oraz mnóstwo aluzji do naszej ziemskiej sytuacji.
Tak, ‘Piekło pocztowe’ ‘Zbrojni’ i genialny ‘Świat Finansjery’, przeczytane w ostatnich latach, bez znajomości poprzednich części serii skłoniły mnie do refleksji że warto by było poznać jednak i pozostałe, wcześniejsze tomy. W końcu Discworld to apogeum lat 80″ drodzy scenowcy, czasy Amigi i Atari ST, w domach szczęśliwych scenerów i graczy na Zachodzie stoją Commodore 64, Atari XL/XE, ZX Spectrum, Amstrady a i u nas właśnie zaczynało się to całe komputerowe szaleństwo:-)

Stwierdziłem że tak być nie może, że wezmę w końcu na klatę cały Discworld, na raz, tzn. tom po tomie, bez przerywania innymi książkami, w końcu wryje się w niego solidnie, bez oporu a przy okazji przypomnę ten sympatyczny cykl graczom i scenowcom, którzy podobnie jak ja znali tylko wyrywkowo niektóre tomy albo mieli okazję go poznać lata temu i myślą o jego powtórnym przeczytaniu:)

Pozostając blisko noworocznych postanowień by ponadrabiać w 2k14 czytelnicze zaległości, postanowiłem sprawę potraktować poważnie i dosiąść się do Świata Dysku w sposób metodyczny, uporządkowany i wręcz całościowy :D Maraton zacząłem 12 lutego, przywożąc od znajomego scenera ze sceny Commodore64 (thx Piter!), samochodem cały bagażnik książek – w końcu to dobre kilkadziesiąt (sic!) tomów! Do bagażnika wpakowałem całość DISCWORLD’u w wydaniach Pruszyńskiego i S-ka, do pełna dorzucając także pod cyklami ‘Nauka Świata’ dysku o których także wspomnę, a jako że było jeszcze trochę miejsca zarzuciłem wolne miejsce cyklem o Johnnym, dvd z ekranizacją Piekła Pocztowego czyli ‘Going Postal’, a na dokładkę i już jako zupełną wisienkę na torcie przygodówkę PSYGNOSIS “Discworld” w wersji na IBM PC w wersji CD-ROM czyli full talkie.

W skład maratonu wchodzi także zakupiony na początek czytania 1 kg kawy w ziarnach, sprawiony sobie w gwiazdkowym prezencie ekspres ciśnieniowy, kompakt + płyty Rhapsody, Helloween, Iron Maiden, Hammerfall, Heimdall + elektronika Klausa Schulze dla nastroju. Czyli prosto, minimalistycznie, rpg’owo i zupełnie jak w ukochanych latach 80″ :-)

zaczynamy przedzieranie się przez Świat Dysku!

DISCWORLD #1. KOLOR MAGII :-)

Lata 80′te prosze państwa! W pierwszej, wydanej w 1983 roku książce z cyklu niedany, a raczej średnio udany mag Ricewind, wyrzucony z Akademii Magicznej spotyka całkiem niechcący turystę z drugiej strony dysku Dwukwiata. Dwukwiat nie dość że kompletnie nie zna realiów brutalnego dość świata Ankh-Morpork to jeszcze dysponuje wielką ilością niesamowicie czystego złota, co wywołuje w mieście niemałe rozruchy a na dodatek interwencję Patrycjusza. Jakby tego było mało, Dwukwiat prezentuje mieszkańcom miasta koncepcję ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków m.in. od ognia pokazując to na przykładzie płonącej karczmy, czym wywołuję gigantyczny pożar miasta, w efekcie czego, obydwoje (tzn Ricewind i Dwukwiat, a bez Patrycjusza ;) muszą uciekać z Ankh, wplątując się po drodze w przygody rodem z klasyki fantasy. By kanonowi fantasy uczynić zadość spotykają barbarzyńcę, który przystaje do bohaterów. Nasza wesoła gromadka zostaje w końcu uwięziona przez kapłanów imperium Kruul w zbożnym celu złożenia ofierze bogom, by umożliwić udaną wyprawę kosmiczną dwóch argonautów chcących ustalić raz na zawsze płeć Żółwia Atuina na którego skorupie mieści się Świat Dysku.

‘Kolor Magii’ przeczytałem od jednego ‘dosiądnięcia się’, bawiąc się nieźle, ale z lekkim uczuciem niedosytu. Książka nie jest aż tak wyrafinowana i pełna aluzji czy ironii, jak potrafią być późniejsze tomy, no ale w końcu to pierwsza książka z serii. Jest tu wszystko to o z czego będzie słynął autor po w następnych tomach np. bezlitosne nabijanie się z rzeczywistości, tutaj akurat m.in. turystyki czy ekonomii. Humor w przyszłych tomach się wyrafinuje, przestanie być aż tak dosłowny, a ironia i nabijanie z rzeczywistości zdecydowanie się wyostrzy. Mimo tych refleksji ‘Kolor Magii’ to świetna książka, ciekawa zarówno jeśli chodzi o fabułę jak i celną parodię napuszonego stylu fantasy. Choć ta będzie jeszcze lepsza i celniejsza w drugim tomie przygód Ricewinda i reszty drużyny!

DISCWORLD #2. BLASK FANTASTYCZNY

Po dniu odpoczynku zabrałem się za drugi tom Discworldu czyli ‘Blask Fantastyczny’. Wyszedł on w 1986 roku, a wiec aż 3 lata po ‘Kolorze Magii’. Jest to kontynuacja przygód nieudanego maga Ricewinda, Dwukwiata. Poznajemy także Niewidoczny Uniwersytet Magiczny, jego rektora i środowisko magów ‘Świata Dysku’. Mocniej zarysowany jest parodystyczny ton heroic fantasy, mamy tu więc Cohena Barbardzyńcę, połamanego lumbago 90 letniego superbohatera, zaniepokojonych naruszeniem magicznej równowagi magów w bamboszach i z szlafmyczkami na głowach, cryptonomicon, wojnę bogów z lodowymi gigantami…która wybuchła z powodu nieoddania przez tych ostatnich kosiarki do trawy i inne tego typu historie, które poważnego i nielubiącego ang humoru fana fantasy przyprawią o zawał ;-) W wyniku podróży Ricewinda ósme zaklęcie z Księgi wydostało się poza Dysk a cały świat stanął przed perspektywą zniszczenia, o czym dowiadują się magowie z rytuału AshkEnte ze Śmiercią i aby temu zapobiec muszą natychmiast odnaleźć i uratować Ricewinda:D Mamy tu także sparodiowane baśnie – chatkę z piernika z wycieraczką z waty cukrowej, bohaterowie zżerają nieopatrznie komodę w niej i zaczyna się dym, dyskusję o schematach poznawczych w fantasy przy osobie skrzata i czy jego czapeczka nie powinna być bardziej czerwona, parodię Conana z dyskusją o najwspanialszych rzeczach dla wojownika (rączy koń, pokonani wojownicy…. aż ktoś rzuca… a może miękki ciepła woda i papier toaletowy!?) itp absurdalne, stawiające na głowie literackie kanony klimaty. REWELACJA!

Zdecydowanie na tak! doskonały tom, humor aż błyszczy 10/10!

DISCWORLD #3. RÓWNOUMAGICZNIENIE

Trzecia, wydana w drugiej połowie lat 80, a dokładnie w 1987 r z kolei książka z cyklu Discworld to chwilowe odejście od przygód Ricewinda. Urghh, jak to odejście od Ricewinda, spytacie?!??Bez Ricewinda???

Jakież było moje zdziwienie i konsternacja, gdy dowiedziałem się że Discworld to właściwie kilka podcykli zawarte w jednym dużym cyklu. Aż zabulgotałem po przeczytaniu tej notki z tyłu okładki chwilę przed czytanie trzeciej części Świata Dysku. Hmm, maraton jednak to maraton, nie będę czytał wybiórczo, miało być po kolei, no to no niech będzie, powiedziałem sobie pod nosem i zacząłem czytać….

Trzecia część świata dysku to radosny ciąg dalszy dekonstrukcji literackich mitów i archetypów, tym razem wesołego grzebania w świecie europejskiej baśni, podań o czarodziejach wybierających następców, magicznych lasek, wioskowych babć czarownic, losie, mitu o ósmym synu ósmego syna, czyli kanonu w jakim obraca się europejska baśń od setek lat. Bohaterowie się zmienili, ale czyta się to wciąż dobrze. Fabuła rozpoczyna się od przybycia Maga do wioski Głupi Osioł do Kowala, któremu ma urodzić się syn. Mag przeczuwając własną śmierć (stanie się to dokładnie za 6 minut, jak wyjaśnia zdumionemu kowalowi) mówi mu że jego ósmego syna wybrał na następce i zaraz po urodzeniu, nie przyglądając mu się zbytnio przekazuje mu swoją laskę… traf chciał że akurat rodzi się córeczka ;) Po jej podrośnięciu zaczyna ją uczyć wioskowa Babcia a gdy decyduje że czas na naukę u magów w stolicy, obie zaczynają wędrówkę do Ankh-Morpork. Nasza bohaterka po drodze wpada w łapy niczym wyjętych z baśni złych karczmarzy, zaklina niechcący brata w świnkę, prawie zamienia się z orłem na ciała i podróżuje do Ankh rzeczną barką i karawaną,szukając Babci której się zgubiła po drodze :D Fabułą jak widać pozostaje stuprocentowo w kanonie baśni, jest rozczulająca, grimmowska wręcz i nic to nie szkodzi bo jest ona w tej książce pretekstem do radosnej zabawy z literackimi i kulturowymi mitami, archetypami, stawianiem ich na głowie, dekomponowaniem, oglądaniem z drugiej strony, rozbieraniem na czynniki pierwsze. W drugiej części książki dostaje się nawet lovecraftowskim stworom z otchłani czyli Cthulhu, które usiłują przedrzeć się poprzez Niewidzialny Uniwersytet do świata Dysku :-) Mimo groźnego brzmienia ta zabawa ma sens, książkę wbrew moim obawom czyta się bardzo dobrze. Brakuje ironiczno politycznych prztyczków i aluzji znanych mi z późniejszych powieści Pratchetta, ale i na to przyjdzie czas.

DISCWORLD #4 MORT

Wydany także w 1987 roku ‘Mort’, czwarty tom Świata dysku ma poważny temat czyli Śmierć, Śmierć spersonifikowaną czyli Discworldowego, mówiącego wielkimi literami, poważnie podchodzącego do swego fachu, Kosiarza. Jako, że Pratchett nie byłby sobą, gdyby przerwał pasmo bezlitosnego nabijania się ze wszystkiego naokoło, ten tom poza oficjalną fabuła, skupia się na lekkim podśmiewaniu z kanonu… nie, nie, tym razem nie powieści fantasy czy baśniom jak było to w poprzednich częściach a z filozofii i nauki…. :D I robi to faktycznie bezlitośnie:D Tytułowy bohater Mort zastanawia się bowiem nad wszystkim, co przyprawia o załamanie i myśli samobójcze jego rodzinę i znajomych. Cytując jego ojca “Normalny chłopiec przepędza ptaka z drogi zamiast stać nad nim 3 godziny zastanawiając się jak go przepędzić” :D Otoczenie podejrzewa, że może być to sprawka faktu, że ktoś nauczył Morta czytać co jak sądzi cała wioska “przegrzało mu mózg” :-)))) Po przeczytaniu tych rodzynków, pognałem na dół po świeży kubas kawy, rechocząc na schodach i wiedząc już, że będę się doskonale czytając ‘Morta’ bawił. I nie pomyliłem się :) Co strona chichotałem, rechotałem, rżałem ze śmiechu i ocierałem załzawione ze śmiechu oczy chusteczką :P Chłopiec zostaje przez ojca zabrany na miejscowy jarmark, gdzie czeka cały dzień aż ktoś weźmie do do terminu. Dopiero w nocy, o 12-tej zjawia się Śmierć i bierze naszego Mortimera jako swojego ucznia, z perspektywą odziedziczenia fachu, co jego ojciec kwituje zachwytem ‘stabilny rynek, szerokie perspektywy’ :-))) I faktycznie, Mort trafia do zamku Śmierci gdzie poznaje jego (adoptowaną) córkę, staje się Jego nieodłącznym asystentem i przejmuje obowiązki, Śmierć tymczasem, przeżywający lekki kryzys, przenosi się do Ankh by spróbować życia zwykłego człowieka;). Obok “Blasku Fantastycznego” jak na razie moja ulubiona część Świata Dysku. 10/10 :)

Ulubiony cytat z tej części? ;) Hmm, ciężko coś wybrać w takim nawale smacznych kąsków… może to:) “Zapach z drugiego końca kuchni pobudził kubeczki smakowe Morta sugerując, że jeśli tylko wezmą się w garść, mogą się naprawdę nieźle zabawić”:D

DISCWORLD #5: CZARODZICIELSTWO

W piątym tomie Discworld’u wraca Ricewind, którego nomen omen spotykamy też i w ‘Morcie’, piastującego odpowiedzialne stanowisko pomocnika i asystenta małpy bibliotekarza Uuk w bibliotece Niewidocznego Uniwersytetu:-))). Tom ‘Czarodzicielstwo’, z ang Sourcery wyszedł w drugiej połowie lat 80″ a dokładnie, 1988 roku. Co za czasy, Amiga i Atari ST szturmują rynek, 8-bitowce w rozkwicie…W Polsce w kioskach ‘Bajtek’ i ‘Komputer’, Giełda Bajtka na Grzybowskiej daje czadu, zbierając i integrując komputerowych graczy i scenerów. Wszystko co najlepsze przed graczami demosceną a na dodatek jeszcze ukazuje się taki rodzynek Pratchetta :) Aż smutno się robi gdy porównuje się to wszystko z naszą aktualną rzeczywistością.

Tak jak w przypadku Morta już po paru stronach wiedziałem że ‘Sourcery’ bardzo ale to bardzo mi podejdzie ;) Fabuła dotyka pochodzenia magii, występują na dodatek zarówno Ricewind jak i mój ulubieniec, spersonifikowany, podchodzący niesamowicie poważnie do swoich obowiązków Śmierć. Do Ankh-Morpork nadchodzi wiosna, czarodzieje przygotowują się w związku z tym do następnej konferencji, suto zakrapianej i smacznie przekąszanej po odczytaniu referatów i prezentacji. Książki w magicznej bibliotece wydają się nieco niespokojne, a co gorsza jak zauważa nasz asystent bibliotekarza (młodszy!) szczury uciekają z terenu Uniwersytetu, po czym dochodzi na tej podstawie do jedynie słusznego i jakże inteligentnego wniosku że niewidzialny uniwersytet TONIE (buhahahaha!). Inni czarodzieje próbują przerażonemu Ricewindowi ten pomysł wyperswadować, argumentując że jest to niemożliwe ponieważ brak przed nim baraszkujących delfinów, morskiej bryzy a w ogóle położony jest przecież na lądzie, co nieco utrudnia zatonięcie, ale te zgoła znikome argumenty do naszego bohatera zupełnie nie trafiają :D Panika powiększa się gdy zauważa że z terenu uciekają także mrówki a przez okna dormitorium zaczynają uciekać pasiaste materace tzn. pluskwy biorąc materace ze sobą:) Od uciekających z dachu uczelni Gargulców przerażony Ricewind dowiaduje się, że nadchodzi czarodziciel, po czym gargulce także znikają w panice :D Podczas uroczystego bankietu faktycznie przybywa czarodziciel, syn wygnanego przed laty czarodzieja i żąda mianowania go nadrektorem. W tym czasie ucieka z terenu uniwersytetu kapelusz rektora (sic!), który magicznie każe się ukraść córce Cohena Barbarzyńcy i uratowanej przez niego z ofiarnego ołtarza tancerki, superbohaterce Conenie. Ta wraz z pechowym magiem Ricewindem i jego bagażem, podejmuje się misji dostarczenia go (tzn kapelusza, nie Ricewinda) do imperium Klatchu, gdzie magiczny kapelusz chce dotrzeć uciekając przed czarodzicielem, będącym naturalnym źródłem przez który wdziera się do świata niekontrolowana magia. Tymczasem czarodziciel i podporządkowani mu czarodzieje zaprowadzają w Ankh swoje porządki, wtrącając do lochu(sic!) Patrycjusza Vetinariego i przejmując w stolicy pełnię władzy:) Ricewind i Conena zostają tymczasem złapani przez południowych piratów niczym z arabskich baśni i trafiają na dwór wezyra. Conena zgłasza się sama do haremu, oświadczając nagle że całe życie marzyła by spróbować jak to jest być celebrytką i spędzac całe dnie na mizianiu się i przymierzaniu ciuszków, a nie walce z potworami. Ku swojemu zaskoczeniu dowiaduje się od reszty mieszkających w nim dziewczyn, że groźny i będący postrachem królestwa Wezyr zamiast bezlitośnie i erotycznie je wykorzystywać uwielbia zamiast tego wysłuchiwać długich opowieści, najlepiej o białych puchatych króliczkach ;)

Co tu dużo mówić, REWELACJA! ‘Czarodzicielstwo’ to prześmieszna wariacja na temat kanonów fantasy, przygód heroic fantasy głównie i baśni z cyklu tysiąca i jednej nocy, książka będąca przy tym nie tylko zbiorem gagów i dowcipów ale także fajną i ciekawą powieścią a to już sztuka:) 10/10 i MUS!:)

cytat z tej części? oj, jest tego! może to… “W Bibliotece panowała śmiertelna cisza. Książki nie szarpały się już gorączkowo. Przeszły etap strachu i wpłynęły na spokojne wody absolutnej grozy. Kuliły się na półkach niczym króliki w światłach samochodu” :-)))

Discworld #6: Trzy Wiedźmy.

W wydanym w 1988 r. tomie ‘TRZY WIEDŹMY’, szóstej części Świata Dysku, wraca BabCia Weatherwax z która spotkaliśmy się w ‘Równoumagicznieniu, a która to wraz z Matką Ogg i młodziutką i pełnąentuzjazmu czarownicą Margret odbywa na początku mały sabacik… Jest to jednocześnie, druga część podcyklu o czarownicach Świata Dysku. Przyznam, że miałem z ta książką, sam nie wiem czemu lekki zgryz. O ile wcześniejsze czytały się właściwie same, ‘Kolor Magii’, ‘Blask Fantastyczny’ czy ‘Czarodzicielstwo’ wciągałem od jednego razu i za jednym przysiądnięciem się to ‘Trzy Wiedźmy’ zajęły mi kilka dni, zderzyłem się bowiem raz z brakiem moich ulubionych bohaterów świata dysku a dwa… z wariacjami na temat teatru i dramatu, co odebrałem jako danie raczej ciężkostrawne.

Książka kipi bowiem od wątków…. no właśnie, już nie z baśni i nie z fantasy z dramatu Szekspira…Hamleta, Makbeta, Burzy i króla Leara, co zapowiada większy cięzar gatunkowy :-)

W Lancre zamordowany a właściwie po hamletowsku zasztyletowany zostaje miejscowy król Verence, władca Lancre, po którego zgłasza się niezwłocznie spersonifikowany perfekcjonista Śmierc, ogłaszając aroganckiemu królowi, dyżymi literami oczywiście, że przestał właśnie być królem i a aktualnie jest duchem nawiedzającym zamek i czekającym na pomszczenie :P Z Zamku służba ratuje małego księcia, którego odnajdują czarownice, a następnie przekazują go pod opiekę wędrownej trupie teatralnej. Tymczasem nowy król uzurpator zaczyna mieć traumatyczne halucynacje, wydaje mu się choćby że las idzie w stronę zamku i zaczyna przemyśliwać jakby tu się pozbyć wszystkich drzew z królestwa.

Tymczasem w królestwie wzrasta terror, w odróżnieniu od naszego lemingogrodu mieszkańcy zaś buntują się i udają do naszych trzech czarownic z petycją o pomoc w usunięciu nowego króla i jego psychopatycznej małżonki :-) Jak widzicie, Trzy Wiedzmy bez żadnej taryfy ulgowej korzystają z szekspirowskiej klasyki, doprawiając ją znaną nam już z poprzednich tomów nutką absurdu i surrealizmu. Jest tu niestety dużo mniej humoru niż w poprzednich częściach i książka właściwie zostawia nas ze smutnymi refleksjami o naturze władzy, zbrodniach w jej imię popełnianych itp niewesołych historiach. Weselszym wątkiem i też wątkiem, który mi się najbardziej podobał w tej części jest osoba krasnoluda, który uciekł z Kopalń i przystąpił do teatralnej trupy by pisać sztukę o Królu Spod Góry :-) Tak czy inaczej przeczytać warto, jest to Pratchett nieco poważniejszy, refleksyjny, bo i nie ma co ukrywać że tematyka w ‘Trzech Wiedźmach’ solidniejszego i cięższego kalibru.

Discworld#7: Piramidy

Po zmęczeniu, używam tego słowa celowo bo oddaje chyba najtrafniej moją walkę z tym tomem Discworld’u sięgnąłem po tom… następny oczywiście, czyli wydaną w 1989 r. powieść Pratchetta ‘PIRAMIDY’.

Podobnie jak z Blaskiem Fantastycznym Czy Czarodzicielstwem wiedziałem po chwili że będzie to miło spędzony czas. Tym razem akcja przenosi się do południowych krain, lekko egiptujących i starożytnych, trącających o starożytną Grecję pełną filozofów i rozważań o naturze wszechświata. Wzystko to podane jest w montypythonowskim sosie absurdalnego acz celnego i dobrotliwego dla ludzkich przywar humoru. Tematem ‘Piramid’ jest filozofia i religia. Znajdziemy tu i dowcipy z filozoficznych dysput o strzale i zającu, tutaj w wersji strzały i uciekającego przed nią żółwia i filozoficznej niemożności ustrzelenia żółwia z łuku, ponieważ co strzałą się zbliży to żółw lekko oddrepce i tak w kólko. Ktoś zauważa że o nieprawdziwości tego twierdzenia świadczy kebab z żółwia leżący przed mówcą, ale to w niczym oczywiście nie przeszkadza a już najmniej w wysuwaniu podobnych teorii.

Głównym bohaterem książki jest egipski następca tronu Teppic, któremu śnią się dalekie podróże a konkretnie kariera skrytobójcy po skończeniu sławnej gildii w Ankh-Morpork. Po jej skończeniu wraca do swojej krainy, będącej odmianą starożytnego Egiptu, gdzie cały produkt Narodowy Brutto idzie na budowę następnych piramid, a całe państwo ledwo żyje w ich cieniu:) Jak mawia Teppic, w pratchettowskim Egipcie żyje się dopiero po śmierci ;) Mamy tu sporo nabijania się z teokratycznego państwa, jego filozofii i urzędników, ale nabijania się dobrotliwego i pełnego sympatycznego humoru. Moje ulubione postaci to oczywiście balsamiści i ich dyskusje i rozmowy :-)))

Odjazd? Odjazd na całego :-) Tym razem wątki fantasy zostawiono zupełnie w spokoju, także wątki baśniowe leżą odłogiem, mamy zaś kopiaście nałożoną starożytność, egipt, grecję, do tego wielką łychę filozofii i uwaga… fizykę kwantową :-)

ulubiony cytat?…. hmm…. może to “no to jest kwantowo” :)

Zdecydowanie na tak!

Discworld#8 STRAŻ! STRAŻ!

Wszyscy scenowi konspiracjoniści, niespokojne umysły i paranoicy polityczni, czyli wszystkie myślące indywidua zawyją z zachwytu po parunastu pierwszych stronach ósmej części Świata Dysku. Co my tu bowiem mamy? Ano politykę wzięta na warsztat. Politykę, tajne loże, spiski, przewroty i knowania :-) A wszystko to na sposób terry pratchetowski, czyl iz jajem :-) Książka jak najbardziej na czasie – patrz rewolucje i zgoła samodzielne i nieinspirowane rozruchy w krajach posiadających cokolwiek, najlepiej surowce oczywiście ;)

Z biblioteki Niewidocznego Uniwetsytetu ginie księga pozwalająca wzywać groźne smoki. Z tej okazji obserwujemy jej dostarczanie do loży która ją zamówiła. Biedny złodziej łazi od loży do loży, wygadując nieskończone ilości haseł i odzewów, moknąc w deszczy zanim znajdują tą właściwą i księgę zostawia… Szef loży wyjawia swoim bezmyślnym dośś acz przejętym Tynkarzom, z ang masonom ;) że potrzebna ona będzie do pokojowej i samoistnej zgoła zmiany władzy ;) Wezwie się smoka, ten zdemoluje miasto, będą zamieszki, rozruchy i ofiary w ludziach, i wtedy się wjedzie ze swoim, zgoła samoistnym kandydatem na władce Ankh-Morpork, posiadającym bezsprzeczną zaletę słuchania się powieściowych Tynkarzy ;-))). Skądś to znamy chyba, nieprawdaż ;)

To jeszcze nic, dyskusje i udręczeniu mas pracujących i wykorzystywaniu ankh-morporkiańskich mas pracujących powodują popłakanie się z dzikiej radości nad trafnością pratchettowskich spostrzeżeń. jakże rozczulająco poczytać zeznania lumpenproletariatu, którego gnębi straganiarka z warzywniaka, sąsiad który kupił sobie lepszy powóz, co skłania go ‘na kolektywie’ do rewolucyjnego wniosku o zakazanie kupowania lepszych pojazdów czy świadomość że magowie mają lepiej ;)

W tej części poznajemy moich dwóch ulubionych, no może oprócz Ricewinda jeszcze, bohaterów – kapitana Vimesa i wysokiego jak na swój wzrost adoptowanego krasnoluda, Marchewę, którego przybrani rodzice wypychają do świata ludzi z krasnoludzkich kopań, ten zszokowany jest wiadomością że nie jest prawdziwym krasnoludem i tłumaczy im że może jest zbyt wysoki jak na swój wzrost, ale to nic ;)

10/10! Książka akurat na czasie :-)

Discworld #9: ERYK

W oczekiwaniu na atamowy świt, który dzięki rozkręceniu krymskiej zadymy zaczął grozić europie i światu, stwierdziłem, że i tak nic nie pomoże tu denerwacja ogólna i wróciłem do pratchettowskiego maratonu, sięgając po dziewiątą część cyklu, powieść ERYK.

Już sama okłądka daje konotacje z czym się spotkamy, mamy na niej bowiem przekreślone imię i tytuł FAUST, zastąpione Erykiem ;) Będzie więc jak się wszyscy domyślają o wywoływaniu demonów, piekle, grzechu i innych ważkich sprawach. By nie było za poważnie, głównym i właściwie jedynym demonem jakiego udaje się wywołać domorosłemu egzorcycie Erykowi jest… nasz dobry stary znajomy – RICEWIND, który od pewnego czasu jak pamiętamy przebywa w innym wymiarze, do którego dostał się pod koniec powieści ‘Czarodzicielstwo’ walcząc z oszalałym czarodzicielem właśnie.

Zwinałem się ze śmiechu gdy Ricewind tłumaczy Faustowi, tj Erykowi że nie jest żadnym demonem, no ale chcąc nie chcąc ruszają obydwoje w podróż przez wymiary i czas. Odwiedzają Discworldową Amerykę Południową i czasy krwawych ofiar, starożytną Grecję, poznają Odysa i są świadkami wojny Trojańskiej. Pełen przepych proszę państwa. Najwspanialsze humorem są jednak fragmenty książki dziejące się w piekle, gdzie jego szefostwo postanawia je unowocześnić, na dodatek wpada w lekką depresje dochodząc do wniosku że ludzie tworzą na Ziemi tzn. na Discworldzie w tym przypadku, lepsze piekło niż są w stanie uczynić to demony w samym piekle :-)

Przyjemna dowcipna część, zdecydowanie na tak!

* * *

Wygrzebcie sobie drodzy scenowicze te zacne powieści jeśli ich nie czytaliście, jeśli czytaliście wygrzebcie je oczywiście także, bo warto je sobie przypomnieć. Jest w nich ten niezapomniany, sympatyczny, zwariowany i pełen dobrotliwego humoru feeling lat 80″ i początków lat 90″.

OK, osiem tomów przeczytanych, idę się lekko zresetować, bo cytując Pratchetta, mózg mi się lekko przegrzał ;) Włączę Dreamcasta, pogram w Mortal Kombat, obejrzę kilka demek i siadam do tomu dziewiątego Świata Dysku :-).

stamps back!

Akira

About Akira

Academy / The Edge / Substance / Surprise! Productions / Pulse