Powrót do Bagażnika Świata Dysku – maratonu czytelniczego część druga :D

Letnia kanikuła w pełni, scena cała jak mniemam wypoczywa na plaży z drinkami z parasolką, ewentualnie trenuje rzut pecetem przed nadchodzącymi parties. Support do Zina powiedzmy sobie otwarcie – zerowy :D Jak kiedyś za czasów Bad Newsa i czy Słonecznika na scenie IBM PC czy The Thinga, Zashmashki, Fat Agnusa na scenie Amigi, klasyczne wołanie na puszczy ;) Zero dyskietek, zero swappu, no marnej dyskietki z demem… zero odzewu:-) Po pewnym czasie myślenia nad powodami tego nikłego odzewu zauważyłem że nie daję w zinie nigdzie adresu kontaktowego, po dłuższym namyśle stwierdziłem, że coś w tym może być ;) Po odczekaniu parunastu tygodni od pierwszej próby przeczytania ‘Ruchomych Obrazków’ nabrałem ochoty na powtórne zmierzenie się z blokującą mnie częścią tej zacnej sagi. Zacznijmy więc cześć drugą maratonu od niej właśnie, nomen omen tak się szczęśliwie złożyło że jest to część otwierająca epokę Świata Dysku w latach 90′tych, więc pierwsza część maratonu czytelniczego i artka objęła wszystkie tomy ‘Świata Dysku’ z lat 80″, a druga obejmie lata 90′te czyli erę wspaniałych gier na IBM PC, rodzącej się pecetowej sceny, czasów niesamowitej produktywności i wielkości sceny Amigi 500/1200. Na naszym podwórku wybuch demami i parties, polskie Party Warszawa I i II, zaraz potem Żywiec, Primavera, mnóstwo party 8 bit na Atari XL/XE i C64, wielki wybuch polskiej sceny na IBM PC, Próba Generalna Party I i II w Ostrowcu Św, magazyny, dema, slide-showy i music-diski zalewające nas pokotem, co wyboru do koloru, nic tylko przebierać. Takie to były czasy panowie, aż się żyć chciało.

DISCWORLD #10 MAGICZNE OBRAZKI

Po przeczytaniu pierwszych dziewięciu tomów cyklu zastopowałem się straszliwie na dziesiątym, ‘Ruchomych Obrazkach czyli Pratchettowskiej wersji powstania i magii Holly Wood.
Wydany w 1990 roku tom ‘Moving Pictures’ traktuje o bliskim mojemu sercu temacie bo o filmie, nie tylko zresztą o filmie a o całej tej zwariowanej otoczce która film otacza – gwiazdy filmu, celebrytki, agenci gwiazd, agencje artystyczne i powstawaniu fenomenu sławy jako takiej. Rzecz dzieje się w leżącym ok 30 mil od Ankh Morpork ‘Świętym Gaju (ang. HollyWood).

Alchemicy ze stolicy Świata Dysku podczas jednego ze swych szalonych wybuchowych eksperymentów odkrywają demony potrafiące zapisywać’ i odtwarzać tak to nazwijmy serie obrazków. Ten wynalazek połączony z optyką i zawieszonym na ścianie prześcieradłem powoduje w świecie dysku niemało zamieszania. Zachwyceni swoim wynalazkiem Alchemicy udają się do Świętego Gaju (HollyWood), by nie przeszkadzali im w jego rozwijaniu nadęci i uważający ze zjedli wszystkie rozumy Magowie pod wodzą Ridcully’ego. Zachwyceni wynalazkiem porzucają idee zamiany ołowiu w złoto i przyjmują jej nowoczesna wersję… zamiany światła i ruchomych obrazków w złoto :D. Zakładają grupę, tfu, firmę Uniated Alchemist i na początek biorą na warsztat ekranizację fantasy ‘COHEN BARBARZYŃCA’ :D Są tu małe techniczne problemy, bo przy szybkich ruchach kamery przewracają się chochliki siedzące w nich i malujące obrazki i następne klatki na błonie filmowej, przez co kamerami trzeba jeździć delikatnie i spokojnie. Trolle zbyt mocno naparzają pozostałych aktorów, ale mimo tych trudności technicznych film idzie powoli do przodu.

Spory kłopot sprawiają papugi, których używa się… do nagrywania ścieżki dźwiękowej (buhahaha) filmów, a które to wtrącają zasłyszane gdzieś słowa i w najbardziej nieodpowiednich, romantycznych miejscach filmów wrzeszczą ‘POKAŻ MAJTKI’ i inne niecenzuralne gorsze teksty!!! :D Szczerze mnie to rozczuliło i przypomniało wrzaski podczas democompo na GELLOWEEN’94 w Bydgoszczy czy Intel Outside III w Warszawskiej Stodole, gdzie brać scenowa wznosiła równie nie cenzuralne okrzyki zarówno w oczekiwaniu na dema jak i podczas demo-compo;)

Całe to filmowe towarzystwo zbiera się w lasach Świętego Gaju (Holly Wood) gdzie powstaje filmowe miasteczko. Poznać je można po tym ze budynki mają tylko jedną stronę… frontową, co szokuje wszystkich przybyłych. Za nią są już tylko podpórki utrzymujące stronę frontową by nie upadła przy podmuchu wiatru choćby :D

Humor pyszny, obserwację dotyczące powstawania sławy i gwiazd filmowych, histerii tłumu i innych około filmowych zjawisk niezwykle celne, co mi więc przeszkadzało spytacie? Ano nie byłem zachwycony czytając, że znów grozi Ankh wkradnięcie się lovecraftowskich stworów z kosmosu, wielkich kałamarnic itp… Wątki z Cuthulu przewijają się przez cały Świat Dysku, ale akurat fakt że przenoszą się one w naszą rzeczywistość przez film, czy też przez nakładanie się wymiarów, w miejscu gdzie się filmy wyświetla, wydał mi się nieco naciągany podobnie jak fakt że to właśnie kosmiczne stwory Cuthuhlu dają magię Hollywood. Ta idea mnie lekko zraziła przy pierwszej próbie czytania ‘Ruchomych Obrazków’ a i teraz aż się skręcałem przy tych fragmentach.

Aktualnym i dosadnie opisanym wątkiem w ruchomych obrazkach jest za to reklama i to nie tylko reklama jawna ale uwaga, nawet tzw. reklama podprogowa. Otóż jeden z bohaterów, ‘Gardło Sobie Podrzynam’ Dribbler wpada nie tylko na pomysł by bohaterowie filmu mówili gdzie ostatnio jedli, której knajpie są pyszne goloneczki, za co chce brać kasę od właścicieli tych przybytków, ale zaraz potem Gardło Sobie Podrzynam Dribbler zaczyna co ileś klatek wklejać reklamowe plansze i poszcza je widzom na seansie filmowym w kinie.

Ma ta część swoje denerwujące wątki, ale też niesamowite błyskotliwe, iskrzące się humorem dialogi, głownie te miedzy Ridcullynm i jego kumplami magami, zwijałem się ze śmiechu czytając co wygaduje nowy rektor Akadamii Magicznej. Gwiazdą tomu jest także bezsprzecznie Gardło Sobie Podrzynam Dribbler i jego biznesowe pomysły jak choćby sprowadzenie z południowych krain 1000 słoni dla wytwórni, o których pisze na każdym plakacie filmowym :D Co z tego wyniknie, przeczytajcie sami:) Powieść wakacyjna, lekka, akurat jako przerywnik miedzy sprawami ważnymi, choćby jednym a drugim etapem Xenona II i Blood Money na Atari ST czy Amisię.

DISCWORLD #11 KOSIARZ

A ta część akurat podeszłą mi znakomicie. Uwielbiam mroczną postać Kosiarza, przed którym trzęsie się cały Świat Dysku, jego humor i nawet podobny do Arnolda Schwarzeneggera z Terminatora I sposób wysławiania się ;-). Jest w nim coś uspakajającego i relaksującego, wręcz ostatecznego nawet. Puściłem sobie spokojne czterokanałowe moduły grupy PicSaintLoup i wgryzłem się ochoczo w książkę.

Smutne tylko, że w dniu w którym zacząłem go czytam i zadumałem się nad sprawami ostatecznymi doszła wiadomość o śmierci Robina Williamsa, ikony kina wspaniałych lat 90, którego role, choćby tę w ‘Stowarzyszeniu Umarłych Poetów’ uważam za jedne z najważniejszych w całej współczesnej historii kina. Tak wrażliwi inteligentni ludzie przegrywają w konfrontacji z bandycką rzeczywistością i takimż światem. Wracajmy jednak do powieści…

Na rynku ‘Kosiarz’ ukazał się w 1991 roku. Książka wbrew pozorom nie jest lekka i rechotliwa, a smutna i refleksyjna, traktuje bowiem o przemijaniu. Od żyjących 24 godz godziny owadów, po żyjące setki lat sosny, wszystko bowiem w wiecie Dysku nieubłaganie przemija. A raczej przemija aż do chwili gdy mister Śmierć postanawia wziąć sobie wolne i odpocząć na łonie natury… W Świecie Dysku zaczynają dziać się rzeczy straszliwe. Na przyjęciu pożegnalnym starego jak świat czarodzieja Windle Poonsa, po jego pożegnaniu i odśpiewaniu wszystkich hymnów po staruszka nikt się nie zjawia, co wszyscy zgromadzeni biorą za straszliwe ‘foux pas’ i łypią na biedaka z wyrzutem. Poons w kocu odchodzi, ale tylko na chwilę, powiem śmierć się nie zjawia po jego ducha, a tenże wraca do ciała by kontynuować żywot jako nieumarły Czarodziej-Zombie, co wprawia resztę jego kumpli w przerażenie i snucie planów jakby się tu najskuteczniej Poonsa pozbyć. W końcu postanawiają go sami pochować, solidnie i głęboko, na co głęboko wzruszony Windle składa im życzenia, dziękuje i mówi że nie może odmówić takiej propozycji ;-))) Po pochówku wygrzebuje się jednak z grobu i rusza z powrotem do swojej kwatery w Magicznym Uniwersytecie, budząc tym panikę i zgorszenie.

W książce występuje też jedna z moich ulubionych postaci cyklu, sierżant Colon, którego zdroworozsądkowe przemyślenia i wyczyny bardzo mi podeszły. Sierżant Colon wymyśla nowe podejście do pracy strażnika, otóż jest to podejście spokojnego stania na uboczu, trzymania się z dala od zadym, podejście mające go uchronić od wszystkiego co mogłoby go zdenerwować, co przyznam dziko mi się spodobało :-) Jeszcze większa tragedia dzieje się z ankh morporskim handlarzem kiełbaskami Gardło Sobie Podrzynam Dibblerowi któremu… ożywają wszystkie kiełbaski!!! :D Śmierć tymczasem osiedla się w Ramtop’ach i pod pseudonimem Billy Brama zaczyna pracę jako ogrodnik, znajdując przyjemność i odpoczynek w prostych pracach jak uprawa warzyw czy karmienie kur i wieczorne przesiadywanie w karczmie z mieszkańcami miasteczka, czyli zwyczajnym spokojnym życiem jak zawsze marzył.

Odetchnąłem w tym tomie, przyznaję bez bicia, po mocno zawikłanych i wykręconych aż nazbyt ‘Ruchomych Obrazkach’ Kosiarz był jak kufel chłodnego piwa upalny dzień. Przygody nieumarłego czarodzieja Poonsa rozśmieszyły mnie do łez ale i zadumałem się nad jego samotniczym losem. Podobały mi się też odwołania do klasyki kina horror, m. in. niektóre ze wydarzenia dzieją się w książce przy…. Ulicy Wiązów :D

DISCWORLD #12 WYPRAWA CZAROWNIC

W tym samym roku co Kosiarz, czyli 1991-ym, pojawia się ‘WYPRAWA CZAROWNIC’. Układając sobie książki wg dat wydania by je wciągnąć chronologicznie widząc tomy z pierwszej połowy lat 90″ i wysokość tej porcyjki lekko zdębiałem. Nowa książka co pół roku, jak karabin maszynowy, a najlepsze jest to że powstały wtedy genialne, kanoniczne wręcz części cyklu.

W ‘Wyprawie Czarownic’ wydanej w 1991 roku, zmieniamy perspektywę z Ankh-Morpork, Magów i Kosiarza na baśniowe klimaty wioseczek w RamTopach. Lubię podcykl o czarownicach, jest to co tu ukrywać rozczulająca baśń dla dorosłych. Wyprawa Czarownic zaś to baśń na wywalonym w kosmos poziome Meta-Baśni i meta-baśniowego języka. Czego my tu nie mamy. Tonę klimatów i wątków z Braci Grimm, Krasnoludy, Statki o napędzie trollowym, Dziki Zachód, Mardi Gras w Nowym Orleanie, Paryż i Gonitwy Byków w Hiszpanii. We wszystkie te okolice trafiają nasze bohaterki ,wezwane przez mateczkę Voodoo na pomoc, do miasta gdzie zwariowane czarownice próbują założyć społeczeństwo idealne, niczym w Mumii wydajać dyrektywy na wszystko i dyrektywami wszystkich uszczęśliwić na siłę. Jest tu tez kupa nabijania się z kanonów fantasy, np. elfiego chleba (Lembasów) tutaj zamienionemu na ohydny, śmierdzący, twardy jak kamień i zgoła niejadalny Krasnoludzki Chleb, po którym każdy podróżnik czuje się o niebo gorzej i słabiej niż przed jego zjedzeniem :D

Wyprawa spodoba się zarówno tym, którzy lubią baśniową atmosferę, fantasy, współczesne bawienie się mitem i baśnią jak i ceniących ogólnie cięty dowcip Pratchetta. Tom jest aktualny jak nigdy, bowiem taka kraina powszechnej szczęśliwości jak rządzone przez zwariowną czarownicę miasto powstaje nam na naszych oczach, gdzie wszystkich się podsłuchuje, podgląda, naucza, przerabia, ugniata, by zachowywali się tak jak walnięci w dekiel ideolodzy sobie to w swoich głowach uroili.

W skład systemu czytelniczego weszły jeszcze słuchawki Beyerdynamic 990pro i album Dream Theater ‘When Dream and Day Unite’. I tak sobie słuchałem tego Dream Theater, czytałem Wyprawę Czarownic i oczom nie wierzyłem, jak autor szaleńczo i bez żadnych oporów i lęków zmiksował klasyczne baśni i archetypy. Mamy tu karetę zaprzężoną w myszy, zbudowaną z dyni oczywiście, mamy kota w butach, królewnę śnieżkę, bal i kryształowe pantofelki, nawet Zombie i Mateczkę Voodoo która je na bagnach produkuje. Ta postać podobna jest do Mateczki Voodoo z ‘Secret of Monkey Island II’, w ogóle cała książka me świetną atmosfer baśni, fantasy i starych gier przygodowych :D

DISCOWLRD TOM #13: POMNIEJSZE BÓSTWA

W tym tomie wyprawiamy się od Ankh Morpork już solidnie. Podobnie jak w tomie Pramidy przenosimy się na południe Świata Dysku, w krainy pustyń i piramid a także kwitnącej filozofii i dyskusji nad żółwiem i orłem a także możliwości ich zestrzelenia strzałą w sytuacji gry także się poruszają, czyli jak widać kanonów starożytnej filozofii ;) Nie tylko starożytnej, bo też nowożytnej, kwantowej i związanej z tzw. paradoksem kota w pudełku. Filozofowie Discworld’u zastanawiają się w tym tomie czy drzewo padające w lesie powoduje hałas, jeśli w pobliżu nie ma nikogo kto by go usłyszał. Zastanawiają się także nad żółwiem i jego fascynująca postacią i zwyczajami. W Efekcie tych rozmyślań dochodzą do wniosku że żółw rozwinął swoją wrodzoną prędkość ewolucyjnie jako prędkość dostosowaną do szybkości ucieczki swoich ulubionych liści sałaty ;-) Takie i inne błazeństwa już na początku powieści nastroiły mnie dobrze :D Czytałem ten tom w piątkowy upalny dzień 15 sierpnia i uznałem że jest to właściwy klimat jak na ta powieść. Jest w niej aż gęsto od aluzji i odniesień do naszej smutnej barbarzyńskiej ludzkiej historii.

Książka ma tajemniczy klimat świątyń zagubionych w pustyni, skrzyżowanie conanowskiej Hyperboreii z Indiana Jonesem i Żywotem Briana :D Żywotem Braiana bo ‘Pomniejsze Bóstwa’ dotyczy w dużej mierze religii, ale podejście pratchett’owskie, pełne humoru i ironii, ten film mi przypomniało właśnie. Czytając Pomniejsze Bóstwa, dziejące się wśród piasków i pustynnych miast przypomniała mi się pecetowa gra THQ sprzed paru dobrych już lat pt. TITAN QUEST, w którą obiecałem sobie zagrać po dokończeniu artka. Także dzieje się ona w podobnych realiach, i wśród południowych, egipskich i azjatyckich bóstw.

Mamy tu kilka ważnych postaci. Kapłana Lao-Tse, Diakona Vorbisa, Kwizycję która ma za zadanie zwiększanie pobożności wśród wiernych przez ogniowe igrzyska itp wariactwa… Wielki Bóg Om postanawia tymczasem nawiązać kontakt ze swoim kościołem i zjawia się przy własnej świątyni w paru postaciach. Na początek przemawia do uczniów, którzy biegną w panice do Diakona i zostają srogo obj….ni za słuchanie nieuprawnionych i niezaakceptowanych przez świątynię głosów i objawień ;) Po tej porażce Om zjawia się jako jednooki żółw i obwieszcza świątynnemu ogrodnikowi że musi się widzieć z najwyższym kapłanem swojego kultu, co ogrodnika wprawia w stan przedinkwizycyjny i przedzawałowy a sam żółw zostaje zaniesiony do kuchni w celu wykorzystania go… kulinarnie skąd zwiewa postanawiając solidnie uporządkować swoją religię i kilku najwyższych kapłanów przemienić w smaczne i szybko zjadane zwierzątka.

Tymczasem w Siedzibie in-Kwizycji trwa nerwowe spotkanie, ponieważ po krainie wędruje tajemnicze pismo, pt. ŻÓŁW SIĘ RUSZA, zaprzeczając naukom kapłanów i opisujące świat na wędrującym żółwiu, co stoi w zupełnej sprzeczności z naukami kapłanów Oma twierdzącymi żę świat jest kulisty. Kapłani postanawiają spalić zarówno bluźnierczą książkę jak i dla pewności i spokoju ducha także jej autora, tak na zaś ;) W tym celu organizują ekspedycję do Efebii, miasta myślicieli i filozofów, gdzie można wierzyć w dowolnych bogów i wygłaszać dowolne kwestie.

Mocna, treściwa część, egipskie południowe klimaty i 1000 słoni ;) Jest o filozofii, polityce, pustynnych klimatach, palmowych i oazowych. Powieść podróżniczo przygodowa zmiksowana z ‘Paragrafem 22′ i ‘Dobrym Wojakiem Szwejkiem’ Haska ;)

DISCWORLD #14 PANOWIE I DAMY

Już na początku tego tomu się lekko wybiłem z rytmu, bo na początku, zamiast zwyczajowego początku znajdziemy… wstęp od autora, czego w poprzednich tomach nie było :D

Znów przenosimy się w baśniowe rejony Ramtopów, kontynuując przygody Babci Weatherwxax i jej kumpelek z tomu ‘wyprawa Czarownic’. Nasze bohaterki wracają po 8 miesiącach nieobecności do swoich rodzinnych stron królestwa i miasta LANCRE po naprawieniu sytuacji z szaloną czarownicą chrzestną, dzięki której część królestwa zaczęła przypominać krainę żywcem z Orwella wzięta. Babcia Watherwax popada w niejaką depresję, Magrat jest pełna niepokoju czy pamięta o niej jej narzeczony Verence, były błazen, aktualnie pełniący obowiązki króla Lancre.

Przez ten czas w krainie nieco się pozmieniało, ze starych głazów próbuje się wydostać pradawne zło, na dodatek na polach pojawiają się zbożowe kręgi :D Co tam na polach, zaczynają się one pojawiać nawet na talerzach z owsianką i to w oddalonym o setki mil Ankh Morpork. Jakby tego nie było w Lancre pojawia się scena gotycka:D(a co!) ;) Grupa dziewcząt pod przywództwem Diamondy Tockley zaczyna ubierać się na czarno, na takiż kolor maluje paznokcie i twierdzi że same nauczą się Witchcraftu, co powoduje solidny ból głowy Babci Weatherwax i Niani Ogg :D Nie dość tego, ogłaszają że jako nowe czarownice uwolnią złe starożytne siły z kamiennych portali tzw. Szlachetny Lud, żyjący na Świecie Dysku przed ludźmi i zaczynają robić imprezy polegające na tańczeniu nago w mocnym makijażu i słuchaniu rytmicznej ponurej muzyki. Jednym słowem, scena goth w Lancre i Ramtopach rozwija się w najlepsze.

Tymczasem w Lancre przygotowuja się wszyscy do wesela Magrat i Verence’a. Ten zaprasza na ślub i wesele rektora Magicznewgo uniwersytetu Ridcully’ego. Znany z niecodziennych jak na maga zachowań w tym uwielbienia dla polowań Rektor przypomina sobie że w Lancre spotkać można wiele gatunków na które lubi polować, w tym wiele zagrożonych i postanawia poświęcić się podczas wyprawy temu by dalej pozostały zagrożone, a nawet były trochę bardziej zagrożone niż dotychczas;) Metodą przymusowych ochotników dobiera do czarodziejskiej delegacji znerwicowanego Kwestora, Myślaka Stibbonsa, by przyjrzał się kwantowyum zawirowaniom w Lancre a także bibliotekarza, skuszonego nieskatalogowaną biblioteką w królewskim zamku. Kupują bilety na dyliżans, wykłócają się o zniżkę dla szympansopodobnego bibliotekarza, uiszczają stałą opłatę dla Gildii Bandytów Drogowych i ruszają w podróż do Lancre, gdzie sytuacja się zaostrza, Magrat kłoci się z dwiema pozostałymi czarownicami i obrażona wprowadza się do królewskiego zamku a gotki-czarownice swoimi tańcami przywołują Szlechtny lud czyli elfy budząc załamanie zorganizowanych licencjonowanych czarownic. Elfy w Świecie Dysku nie są bowiem jak u Tolkiena szlachetną i może napuszoną ale ogólnie porządną rasą, a bezlitosnymi mordercami, polującymi i zabijającymi wszystkie inne żywe, stojące wg nich niżej, istoty. Elfy zaczynają przedzierać się przez otwarte bramy, zbierając się pod miasteczkiem, przygotowując się do urządzenia rzezi w dzień wesela króla i Magrat.

Ramtopiańskie Gotki tymczasem, czarownice z powołania , wszystkie w wieku lat 17, dochodzą do wniosku że naturalnym stanem rzeczy dla dziewcząt w ich wieku jest być blade jak Śmierć, wyglądać oprócz tego skrajnie chudo i blado oraz mieć czarne włosy i czarne paznokcie. Wyrzucają wszystkie buty i zostawiają tylko te na 20 cm obcasach i domawiają duże ilości czarnych koronkowych rękawiczek bez palców. Jednym słowem scena gothic w Lancre rozwija się raźno ;) NA królewskie wesele miejscowy kowal Jason Ogg, przygotowuje przedstawienie teatralne o miłości królowej śniegu, tfu królowej Elfów jeżdzącej saniami w śniegu w zaloty do śmiertelnego człowieka (aluzja do Arweny i Aragorna?), którą to Królową Elfów ma zagrać gośąc o ksywie Bestialstwo Woźnica. Bestialstwo Woźnica jest tym zupełnie załamany i skarży się że nie czuje się wcale jak królowa elfów a w sukience jest mu głupio a na dodatek boi się ze go kumple z dyliżansów i powozów rozpoznają ;-))))

Pratchett w tym tomie bawi się w najlepsze w mieszaniu naszej ziemskiej rzeczywistości i archetypów z baśniową rzeczywistością Świata Dysku, a co najlepsze wychodzi z tego interesująca pełna aluzji do archetypów i postaci literackich romantyczna i co tu dużo ukrywać, rozczulająca baśń.

DISCWORLD 15 ZBROJNI

Rozczulony tomem 14-stym zrobiłem sobie herbatkę, siorbnąłem kilka razy nosem z rozczulenia wydarzeniami w tym tomie i zabrałem się za tom następny, piętnasty z cyklu, pt. ZBROJNI. Powieść wyszła w UK w 1993 roku, dla nas scenowców roku The Party III w DANII tzw. The Christmas Party organizowanego przez The Silents i Melon Design.

Nie ma co ukrywać, że akcja po pustynnych krainach w ‘Bóstwach’ i górzystym ‘Lancre’ w powieści ‘Panowie i Damy’ wraca do samego Ankh Morpork, stolicy Świata Dysku. Tematem przewodnim wesoła gromadka znana jako Straż tegoż wspaniałego i skomplikowanego miasta. We wcześniejszych tomach poznaliśmy już sierżanta Colona i jego zdroworozsądkowe podejście do życia, w tym tomie poznamy resztę tej, czuwającej w dzień i noc nad obywatelami stolicy, wesołej gromadki :) Kaprala Marchewę, (zagubionego syna dawnych królów Ankh, a przybranego krasnoluda), ale też gildię zabójców, mieszkające w ankh środowisko krasnoludów oraz nowo przyjętą blond wilkołaczycę.

Tom ten czytałem lata temu i została mi po nim pamięć niezłego, zrywającego scenowe berety wykrętu. Teraz, czytając tom po tomie, wracam do powieści dziejących się w samym Ankh Morpork z zadowoleniem i radością z jakim wraca się z dalekich i dzikich krainy do domu:D

Kapral Marchewa skrobie pracowicie list do rodziców, przybranych rodziców Krasnoludów w Ramtopach pod górą Miedzianką, którzy go znaleźli jako niemowlę w lesie i przygarnęli do klanu. Kapitan Vimes się żeni, zamierzając rzucić służbę, co wywołuje w nim z jednej strony ulgę, a z drugiej przygnębienie i niepewność nad swoim przyszłym życiem.

Samotnik Edward d’Eath, zaprzysięgły monarchista a przy okazji prymus gildii skrytobójców, po paru miesiącach poszukiwań w bibliotece skrytobójców odkrywa że żyjący w mieście Marchewa Żelaznywładssson (nazwisko po przyszywanych krasnoludzkich rodzicach) jest ostatnim potomkiem dawnej rodziny królewskiej i prawowitym władcą Ankh Morpork. Zubożały arystokrata zaczyna przygotowywać przewrót, usuwając bez litości stojące po drodze przeszkody. W mieście zaczyna się epidemia tajemniczych zamachów.

Edward d’Eath po odkryciu i upewnieniu się że ma rację organizuje spotkanie rady skrytobójców i artystokracji ogłaszając swoje odkrycie. Budzi ono jednak mieszane odczucia i dyskusje nad wyższością monarchii, gdzie nie wiadomo jaki despota i tran się zdarzy a Patrycjuszem Vetinarim, który co prawda despotą i tyranem jest, ale lubiącym porządek, wręcz uczciwym i propaństwowym w swoim despotyzmie. W końcu arystokraci dochodzą do wniosku że Patrycjusz nie jest najgorszy i lepiej nic nie zmieniać, Eward D’eath postanawia zacząć działać na własną rękę…

Ankh Morpork tymczasem nadchodzi wiatr zmian i do Straży przyjmuje się na próbę trolla Detytrusa, Krasnoluda Cuddy’ego i blond wilkołaczycę Anguę, co powoduje u sierżanta Colona i jego kumpla Noobsa załamanie nerwowe przy próbie na uczenia trolla salutowania i ustawienia strażników z krasnoludem włącznie w równy wzrostem rządek ;) Po odebraniu, na wniosek Marchewy, przysięgi czyli tzw. klątwy nowo mianowani funkcjonariusze, Troll, Krasnolud i blondi wilkołaczyca wyruszają na swój pierwszy patrol pod wodzą Marchewy :D

Marchewa interweniuje i sążnistą przemową likwiduje w zarodku etniczne zamieszki pomiędzy trollami a krasnoludami, mieszkającymi w Ankh Morpork od stuleci. Obie te etniczne mniejszości złe są na siebie o jedną z historycznych bitw sprzed setek lat i z tej okazji regularnie naparzają się czym popadnie po łbach po wąskich uliczkach miasta. Interwencję przerywa gigantyczny wybuch od którego trzęsie się miasto – wybucha skarbiec Gildii Skrytobójców i ginie z niej mordercza broń trzymana w niej by wynalazek się nie rozpowszechnił i nie upowszechnił – tajemniczy Rusznic. Kapitan Vimes podejmuje śledztwo, prowadzące go do zbuntowanego członka tej gildii, Edwarda d’Etha. Gildia Skrytobójców pod wodzą Doktora Crucesa chce problem zbuntowanego członka przygotowującego zamach na patrycjusza co oczywiste rozwiązać sama, jak najszybciej i ja kto ma w zwyczaju po cichu i bez mieszania oficjalnych czynników więc torpeduje jak może oficjalne śledztwo by prawda o ich zbuntowanym członku nie wyszła na jaw. Patrycjusz Havelock Vetinari morderczą broń każe zdszukać zarówno straży jak i skrytobójcom, nieco zaniepokojony jak na zdrowie i życie mieszczan Ankh Morpork wpłynie upowszechnienie tego niezdrowego ogólnie wynalazku.

Tom, prześmieszny, jak poprzednie łączący wybuchowy zgoła humor, inteligentną baśń ze współczesną zgoła polityczną i społeczną przypowieścią. W ogóle w ‘ZBROJNYCH’ humor się autorowi wyostrzył niesamowicie. Dialogi między Strażnikami wywołują bulgoty śmiechu, jakże celne są wampiry pracujące jako prawnicy (buhahahah) i ghule zajmujące w Ankh odpowiedzialne stanowiska przedsiębiorców pogrzebowych (uhehehehehe), myślące o swoich klientach ciepło acz, niestety nieco konsumpcyjnie :D Zupełnie rozwaliła mnie postać naczelnego architekta Ankh, Bezdennie Głupiego Johnsona i jego pomysły na upiększenie miasta przy których zdarzyło mi się popłakać ze śmiechu. Jest to tak dobra powieść, że warto zacząć czytanie i kontakt ze Światem Dysku właśnie od ‘Zbrojnych’, a potem cofnąć się do pierwszych tomów i czytać już chronologicznie.

* * *

Z czystym sumieniem polecam scenerom i graczom zmęczonym współczesnymi czasami powrót do Świata Dysku, lub jego zaczęcie po raz pierwszy, jeśli ktoś ten cykl jak ja w latach 90″ zupełnie zignorował. Jest w tym wszystkim jakaś radość, optymizm i beztroski duch lat 90″, kiedy jeszcze wydawało się że sprawy idą w dobrym kierunku a Mad Max, Cyborg i inne obrazy o apokalipsie wydały się zgoła fantastyczną fantastyką… W maratonie z pierwszej połowy lat 90″ zostały trzy powieści z cyklu, za które właśnie się biorę i które sukcesywnie dodam do tego artka a potem zabieram się za Świat Dysku z drugiej części lat 90″, ale o tym będzie już w następnym odcinku maratonu Świata Dysku :D

Podczas czytania cyklu Discworld przyszły mi do głowy pomysły na następne maratony m in. z Doliną Lodowego Wichru i całym cyklem ‘Forgotten Realms’, serii powieści o przygodach KANE’a Karla Wagnera, cyklem ‘Pierścień’ Larry Nivena czy całą ‘DIUNĄ’ Franka Herberta i jego nastepców ale muszę te cykle najpierw pracowicie pokompletować, bo mam pojedyncze tomy, zebrać i dokupić brakujące części. A na razie przygotuję części do trzeciej części Bagażnika Świata Dysku, gdzie wgryziemy się w powieści z drugiej połowy lat 90.

No dobra, dość ględzenia. Zabieram się do poprawiania błędów i robienia korekty w artku. Wciąż nie zgłosił się żaden korekciarz do zina, tą czarną robotę wykonuje jak na razie z MHL’em/The Edge który pracowicie wynajduje byki w artkach pomstując że takiego upadku korekcyjnego nie było nawet w kodowanych scenowych diskmagach:D

stay tuned & stamps back!

Akira/Pulse

About Akira

Academy / The Edge / Substance / Surprise! Productions / Pulse